Ad banner
Ad banner

Czemu służył bunt Prigożyna?

In this video

Rosyjski pucz żołnierzy Grupy Wagnera zakończył się tak szybko, jak się rozpoczął, pozostawiając wiele niewyjaśnionych pytań, które długo jeszcze będą nurtować ludzi na całym świecie. Niewątpliwie był zaskoczeniem dla wielu komentatorów politycznych, o czym najlepiej świadczy zmieniająca się z godziny na godzinę narracja mediów głównego nurtu. Nad ranem 24 czerwca mogliśmy bowiem dowiedzieć się o schyłku rządów Władimira Putina oraz możliwej implozji Federacji Rosyjskiej, do czego doprowadzić miał pochód żołnierzy Jewgienija Prigożyna, którego nikt nie był w stanie powstrzymać. Wieczorem tego dnia, te same media pisały już o nieudanym buncie grupy rosyjskich terrorystów, którzy wracają teraz na front ukraiński, by znów siać tam strach i zniszczenie.

Armia Prigożyna rzeczywiście była nie do powstrzymania. Większość wojsk Federacji Rosyjskiej walczy na Ukrainie. 25 tys. najemników z Grupy Wagnera mogło więc wejść niemal bezkarnie do Moskwy, a nawet na Kreml. Co zatem ich powstrzymało? Oficjalna narracja tłumaczy postawę Prigożyna kompromisem wynegocjowanym przez Aleksandra Łukaszenkę. Czy możliwe jest jednak, że dowódca Wagnerowców dał się po prostu przekupić i nie będzie ściągany za swój bunt? A może cała operacja została dużo wcześniej zaplanowana właśnie na Kremlu?

Jedna z nieoficjalnych teorii mówi o swoistej „ucieczce naprzód” dokonanej przez Władimira Putina, który przeczuwał rodzący się przeciw niemu spisek i postanowił sam go wywołać, aby sprawdzić kto z jego otoczenia poprze puczystów. Bunt Prigożyna uzasadniłby również wprowadzenie stanu wojennego, na co władze Rosji do tej pory jeszcze się nie zdecydowały. Pozwoliłoby to zaangażować cały naród w toczącą się na Ukrainie wojnę, nacjonalizując pewne sektory gospodarki i powołując do armii miliony rezerwistów.

Druga z teorii mówi natomiast o sprowokowaniu ukraińskiej kontrofensywy, do której wojska rosyjskie przygotowują się od miesięcy. Sztab Generalny w Kijowie nie zdecydował się jednak na pełnoskalową operację, co miało już wyczerpać cierpliwość rosyjskich dowódców planujących własne działania, zaraz po odparciu ataku wroga. W pewnym stopniu teoria ta znajduje swe potwierdzenie w faktach, ponieważ dzień po puczu Prigożyna Ukraińcy rzeczywiście zaatakowali na kilku odcinkach frontu, podając jednocześnie do wiadomości publicznej, że chcą wykorzystać chwilowy moment chaosu w rosyjskich szeregach.

Czy rzeczywiście Władimir Putin mógł planować fikcyjny bunt i czego możemy spodziewać się w najbliższych dniach jako konsekwencji działań Grupy Wagnera? O tym dziś w programie z cyklu „Dokąd Zmierzamy” opowie gość Piotra Korczarowskiego, geopolityk i oficer rezerwy WP, dr Leszek Sykulski.

(Visited 202 times, 1 visits today)

You Might Be Interested In

Other Channels

LEAVE YOUR COMMENT