Kulturowy wymiar walki z polskością

Prowokacja, skandal i obrazoburstwo w ciągu ostatniej dekady awansowały do miana nowoczesnego środka wyrazu artystycznego. Niemal każde współczesne dzieło tworzone na Zachodzie z użyciem publicznych funduszy nosi piętno antykultury. Mimo, że nie ma wątpliwości, iż dzieje się to w kontrze do klasycznej triady cywilizacji prawdy, dobra i piękna, na której wartościach zbudowano Europę, niemal nikt nie kwestionuje zasadności i celów owego wypaczenia. Można wręcz zauważyć, że patologia w sztuce cieszy się największym zainteresowaniem. Szeroko omawia się ją w mediach, tłumaczy na uniwersytetach i prezentuje w galeriach.

Które świnie siedzą w kinie?

„Zielona granica”, najnowszy obraz Agnieszki Holland wywołał w Polsce niemałe kontrowersje i to jeszcze zanim trafił do kin. Rzecz bowiem w tym, że film ma głęboko polityczny charakter, a reżyserka wprost w nim mówi, kogo należy poprzeć w najbliższych wyborach. Data premiery zaplanowana w środku kampanii wyborczej podsyciła jedynie emocje, a samo dzieło zdążyło już dorobić się łatki „antypolskiej produkcji”. Czy jednak ocena ta leży daleko od prawdy, kiedy każdy identyfikujący się z Polską bohater filmu przedstawiony jest tam jako zacofany, prymitywny i bezwzględny gbur, zaś mający naszą ojczyznę w pogardzie kosmopolici przejawiają tam głębokie poczucie altruizmu, humanizmu i bezinteresownej pomocy bliźnieniu?