Ad banner
Ad banner

„Schwytałam sadystkę z Auschwitz” [1/3]

Była jedną z pierwszych kobiet, które trafiły do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Przywieziono ją tam w 1942 r., kiedy żeński obóz w Birkenau jeszcze nie istniał. Doświadczyła tam istnej gehenny, ale ocalała, a jej czyny można bez wątpienia określić mianem bohaterstwa. Oto historia Walentyny Nikodem z d. Ignaszewskiej.

Pochodziła z patriotycznej rodziny. Jej ojciec był legionistą. Brał udział w walkach o polską niepodległość, rozbrajał Niemców, a następnie dwukrotnie bronił Warszawy. Raz w roku 1920 przed bolszewikami, a następnie 1939 r. przed nazistami.

Kiedy wybuchła wojna Walentyna Ignaszewska była już prawie pełnoletnia. Uczęszczała do jednego z łódzkich gimnazjów. Pomagała rodzicom w obowiązkach. Opiekowała się młodszym rodzeństwem. Była odpowiedzialna i sumienna, ale zarazem była zupełnie normalną nastolatką. Przeżywała pierwsze miłości, jeździła na wakacje i właśnie podczas jednej z takich wypraw usłyszała, że Niemcy weszli do Polski. Ostatnim planowym autobusem wróciła do domu. W tym momencie skończyło się jej normalne, beztroskie życie.

Już w październiku 1939 r. jej mieszkanie odwiedziło Gestapo. Szukali ojca. Niemcy mieli gotowe listy wrogów III Rzeszy, a tata Walentyny zajmował na niej priorytetową pozycję. I rzeczywiście Ignacy Ignaszewski okazał się szczególnie niebezpieczny dla okupanta, bowiem już od pierwszych dni po kapitulacji Polski przystąpił on do budowy siatki konspiracyjnej. Jego Polska Organizacja Wolnościowa przeprowadzała liczne akcje sabotażowe na terenie Łodzi i okolic. Funkcjonariusze Gestapo wiedzieli, że za dywersję w mieście odpowiada ojciec Walentyny, dlatego nieustannie nachodzili jej dom. Widząc, że Ignacy Ignaszewski nie wraca do rodziny uznali, że może ujawni się po aresztowaniu jego bliskich. Wówczas przewieziono ją z matką i trójką rodzeństwa na ul. Anstadta, a następnie rozdzielono. Kobiety trafiły do wspólnej celi na ul. Sterlinga.

Każdego dnia kazano im myć zimną wodą drewnianą podłogę, na której potem ich sadzano. Po kilku tygodniach głodowych racji oraz spania na mokrych belkach Walentyna ciężko się rozchorowała. Wówczas dokonywano już pierwszych mordów na chorych i kalekich, ale naszą bohaterkę oszczędzono. Wysłali ją do ośrodka dla psychicznie chorych, gdzie miała dojść do siebie. Początkowo pilnował jej tam SS-man, ale po kilku dniach jedna z pielęgniarek, Niemka o polskobrzmiącym nazwisku Gajda, przekonała żołnierza, że to strata czasu, bo jedną nastolatkę potrafi sama upilnować. Kiedy Walentyna doszła nieco do zdrowia, ta sama pielęgniarka pozwoliła jej wychodzić do parku na terenie ośrodka. Tam zaczęli ją odwiedzać ludzie z organizacji ojca i przekazywać informacje o bliskich. Dowiedziała się od nich, że jej mamę wraz z resztą kobiet z celi przeniesiono do więzienia na ul. Gdańskiej. Wkrótce Walentyna też tam trafiła i razem z mamą, choć w odrębnych celach, spędziła w areszcie około 3 miesięcy.

W końcu rodzinę wypuszczono do domu. Po prostu, bez żadnych tłumaczeń, wyjaśnień, czy instrukcji. Na początku 1941 r. przyjechał do nich syn kuzynki ojca, który był młodym, przystojnym chłopakiem. Starał się jak mógł być mężczyzną w domu, co Walentynę urzekło i wkrótce para się zaręczyła. Ich szczęście trwało zaledwie kilka dni, bowiem cały czas byli pod obserwacją Gestapo, którego funkcjonariusze po raz kolejny stwierdzili, że rodzinę należy aresztować. Narzeczony Walentyny trafił do obozu na Radogoszczu. Do końca wojny to było najgorsze miejsce w Łodzi, gdzie regularnie kogoś katowano na śmierć, a na sam koniec Niemcy część jeńców rozstrzelali, a pozostałych żywcem spalili. Siostra naszej bohaterki trafiła do sierocińca, braci wywieziono na roboty do Rzeszy, zaś Walentyna z mamą wróciły do więzienia na ul. Gdańskiej.

Wkrótce kobiety miały się dowiedzieć, że jeden z braci zginął podczas pracy, ojciec w wyniku zdrady w organizacji został schwytany i zabity, a one będą przewiezione do obozu pracy… w Auschwitz.

(Visited 26 times, 1 visits today)

You Might Be Interested In

Other Channels

LEAVE YOUR COMMENT