Ad banner
Ad banner

„Bestialstwem przerazić Polaków” [1/2]

Irena Tyszecka urodziła się w marcu 1938 r., w niewielkiej wsi Usicze leżącej w dawnym województwie Wołyńskim. Jej rodzina była jedną z najbogatszych w regionie. Oprócz wielkiego gospodarstwa i ziemi, Tyszeccy mogli pochwalić się także wielowiekową tradycją. Byli doradcami polskich królów, brali udział w powstaniach, zawsze pozostając lojalnymi wobec ojczyzny.

Z sielanki na Wołyniu Pani Irena pamięta niewiele, bowiem pierwsze lata jej życia upłynęły pod znakiem wojny obronnej z Niemcami, a następnie sowieckiej okupacji, kiedy to jej rodzina musiała się już ukrywać, aby uniknąć „rozkułaczania” i wywózki na Sybir. Potem znów widziała naloty i zniszczenia, bowiem dotychczasowi sojusznicy stali się wrogami. Po wejściu Niemców na tereny zajęte przez Rosjan wydawało się, że zapanował względny spokój. Oczywiście dalej to była okupacja, wywożono ludzi na roboty przymusowe w głąb Rzeszy, a miejscowa ludność zmuszona była oddawać kontyngenty jedzenia dla Wehrmachtu, ale wróg był umundurowany, widoczny i przewidywalny. Tymczasem najgorsze miało dopiero nadejść.

Pojedyncze akty ukraińskiego bestialstwa na Polakach zdarzały się już od pierwszy dni września 1939 r., ale poczytywano je głównie za napady rabunkowe lub incydentalne przypadki nienawiści. Polacy nie wierzyli, że ich dotychczasowi sąsiedzi pod okiem okupanta przygotowywali plan ludobójstwa, który swą skalą i okrucieństwem miał naszych przodków przerazić, aby na ziemiach tych już nigdy polska noga nie postała.

11 lipca 1943 r. Ukraińcy zrzeszeniu w OUN-B i UPA oraz miejscowi rezuni przystąpili do eksterminacji Polaków prześcigając się w wymyślnych sposobach zadawania cierpienia przed śmiercią. Opisy stosowanych przez nich tortur do dziś przerażają nawet weteranów wojennych, którzy mówią, że zabić to jedno, ale zadawać tak nieludzkie cierpienie przed śmiercią to skrajne zezwierzęcenie, przy czym nawet zwierzęta rzadko pastwią się nad swoją ofiarą. Tymczasem była to decyzja polityczna, aby wieść się niosła wśród Polaków, że na jadąc na Wołyń, do Galicji i Małopolski Wschodniej, ryzykują nie tylko życiem, ale i niewyobrażalnym bólem.

W wirze wojny, głodu, chorób, notorycznych ucieczek, budowania kryjówek, długich dni spędzonych bez ruchu, a nawet słowa, niekończącym się strachu i stresie dorastała Pani Irena Tyszecka. Przeżyła, aby dać świadectwo tych strasznych chwil do dziś nierozliczonej historii.

(Visited 7 times, 1 visits today)

You Might Be Interested In

Other Channels

LEAVE YOUR COMMENT