Francja czekała na zamach

Opublikowane 15 listopada 2015

Isis

Już po raz drugi świat ogarnęła mania identyfikacji z Francuzami. Oburzeni strzelaniną w Paryżu Europejczycy podjęli radykalne kroki! Zmieniają zdjęcia profilowe, hashtagują terrorystów, zapalają kolorowe lampki i wywieszają francuskie flagi. Skala niechęci wobec muzułmanów sięgnęła zenitu. Nikt jednak nie zadaje podstawowego pytania: dlaczego spotkało to Francję? 

W trakcie kampanii wyborczej na urząd prezydenta Nicolas Sarkozy obiecał wyborcom, że przywróci Francji należyte miejsce na arenie międzynarodowej. Po zwycięstwie szybko przystąpił do działania omawiając z USA i Izraelem możliwości przemodelowania Afryki Północnej oraz Bliskiego Wschodu. Wkrótce wybuchła „arabska wiosna”, której konsekwencją była wojna w Libii. Kilka lat później okaże się, że człowiekiem strzelającym w głowę Muammara Kadafiego był działający z polecenia Sarkoziego, żołnierz francuskich służb specjalnych. Obalenie libijskiego dyktatora otworzyło istną puszkę Pandory. Z magazynów wojskowych zniknęły pokaźne ilości broni, które posłużyły różnego rodzaju bojówkom do rozpętania kolejnych powstań. W końcu wojna dotarła także do Syrii. W międzyczasie we Francji zmieniła się władza, a poparcie dla zewnętrznych interwencji spadło. Rozwiązaniem okazała się amerykańska praktyka spiskowa, którą z powodzeniem wykorzystali podczas I i II wojny światowej, a także w Wietnamie, czy wreszcie atakach na WTC, legitymizujących działania wojenne w Afganistanie, Iraku, a ostatnio także w Syrii. Francuzi musieli jedynie poszukać pretekstu, dla którego grupa fanatycznych islamistów byłaby gotowa mordować przypadkowych obywateli. Padło na skrajnie lewicowy, obrazoburczy tygodnik „Charlie Hebdo”, który wkrótce po styczniowym (2015) zamachu stał się symbolem demokracji i wolności. A jak wiadomo w imię tych wartości warto już zabijać.

Francuskie plany rozwijały się pozytywnie do czasu, gdy Rosja uporała się z konfliktem w Donbasie i przeniosła ciężar polityki zagranicznej z powrotem na Bliski Wschód. Rosyjska operacja skierowana przeciw Kalifatowi krzyżowała także plany Izraela, który od dawna wspierał syryjską opozycję, w tym także ISIS. Na domiar złego walczące przeciw islamskim radykałom bojówki kurdyjskie schwytały w szeregach wroga kilku wysokich rangą żydowskich dowódców. Fakt ten przysporzył siłom Assada i Rosji jeszcze więcej zwolenników. Należało znaleźć rozwiązanie.

O tym, że planowane są kolejne ataki terrorystyczne francuskie media pisały już w październiku b.r. Jeden z paryskich śledczych ujawnił, że doszło do serii aresztowań, w efekcie których rozbito siatkę islamskich terrorystów. Sprawę przejęły służby specjalne, a temat wydawał się zamknięty. Dziś jednak wiemy, że Francja czekała na zamach. Wkrótce po strzelaninie w Paryżu prezydent Hollande oświadczył, że dotychczasowe środki zaradcze były nieskuteczne i należy podjąć radykalne kroki. Wojsko postawiono w stan najwyższej gotowości.

ISIS i żydziZ ogólnego zamieszania skorzystał także Tel Aviv. Gdy nocą Europa opłakiwała ofiary terroryzmu, izraelskie samoloty naruszyły przestrzeń powietrzną Syrii celem bombardowania kluczowych pozycji pro-rządowych wojsk. W głównym nurcie mediów incydent ten nie został w ogóle odnotowany. Nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ rządni odwetu Europejczycy z trudem odróżniają kto jest kim na Bliskim Wschodzie. Jeśli nazajutrz usłyszą, że zachodnie wojska rozbiły jakąś arabską kolumnę, to nikt nie będzie pytał, czy chodzi o Kurdów, bojowników ISIS, żołnierzy Assada, czy libański Hesbollah.

Niestety próżno oczekiwać, że wszystkie elementy poskładają także Polacy. Operacja „islamizacji Europy” zaślepiła nas do tego stopnia, że gotowi jesteśmy wybaczyć wszystkie zbrodnie Zachodu popełnione w Libii, Iraku czy Syrii. Dziś „wszyscy jesteśmy Francuzami”. Nawet jeśli po 10 kwietnia 2010 r. mało który Francuz chciał „być Polakiem”. Nawet w obliczu zestrzelenia rosyjskiego samolotu z 200 cywilami na pokładzie, czy krwawym zamachem w Libanie, nadal chcemy „być Francuzami”, bo tak trzeba, bo tak sugerują media, bo o to prosi nas Facebook.

A przecież Francuzi są dumni ze swoich władz. W pełni legitymizują lewicową politykę multikulturalizmu. Stoją w jednym szeregu z Berlinem, który karze nam przyjmować imigrantów z Bliskiego Wschodu. Notorycznie nas pouczają i strofują w kwestii polityki integracji, narzucanych przez Brukselę limitów, naszych relacji z Rosją i zaangażowania na Ukrainie. I tak naprawdę właśnie teraz nadarza się idealna okazja by pokazać im środkowy palec, co też uczynił przyszły minister ds. europejskich – Konrad Szymański oświadczając, że Polska nie przyjmie żadnych imigrantów.

Skoro oni wywołują wojny, niech sami użerają się z terrorystami!

 

 

 

 

Anonimus Co sądzimy o... Dokąd Zmierzamy Filmy Dokumentalne Komentarz Konieczny Polskim Okiem Powiew Kultury Reportaż Studio eMisja Wykłady i prelekcje
eMisjaTv
Studio eMisja: Ukraina – trudny sąsiad & Co dalej z Syrią?
eMisjaTv
Braun: Państwo żydowskie osiągnęło fazę przenoszenia do Polski aktywów politycznych
eMisjaTv
Pan Nikt: Polska byłaby w stanie przechwycić Szwecję
Enjoyed this video?
Iraq Shia fighters Isis
"No Thanks. Please Close This Box!"